Dlaczego zrezygnowałam z prowadzenia bloga?

Właśnie skończyłam pić poranną kawę i mam w głowie mnóstwo pomysłów na to, jak błyskotliwie zacząć pierwszy wpis na blogu po dłuższym czasie nieobecności. Szkopuł w tym, że wszystkie są po angielsku i po przełożeniu na język polski nie brzmią już tak dobrze. Mimo wszystko chcę w końcu powołać to miejsce do życia, więc nie będę czekać, aż w mojej głowie pojawi się idealny pierwszy akapit. Podobno zrobione jest lepsze od doskonałego, then, so be it.

Może w pierwszej kolejności o tym: dlaczego w ogóle zrezygnowałam z prowadzenia tego bloga? Cóż, nie prowadziłam go anonimowo, ludzie z mojego otoczenia o nim wiedzieli. Nie spodziewałam się, że coś, co piszę na blogu, może być wyciągnięte z kontekstu i obrócone przeciwko mnie w kłótni. Zwłaszcza przez bliską osobę.

Byłam tym rozczarowana i na jakiś czas przeniosłam się w miejsce, gdzie mogłam tworzyć w pełni anonimowo, bo bloguję odkąd pamiętam i właściwie, to nie wyobrażam sobie NIE prowadzić bloga.

Mój anonimowy blog był owiany tajemnicą. Nie wspominałam o tym, że tworzę cokolwiek i było mi z tym całkiem dobrze. Ale dzisiaj, sama nie wiem dlaczego, postanowiłam podzielić się tym, że poszukuję nowego szablonu na nowego bloga. Z tą samą bliską osobą, która kiedyś wykorzystała w kłotni to, o czym pisałam na blogu. I, o borze, to był błąd.

To chyba z 5 blog… 

Uważam, że to bez sensu. 

Masz jakiś plan i nie chcesz go realizować, bo ja coś powiedziałem. 

To pisz do notatnika i zakopuj go pod ziemią. Odkopuj żeby coś zapisać i znów zakopuj.

To był błąd, ale… no, w sumie ma rację. To totalnie bez sensu, że pozwoliłam na to, aby zachowanie jednej osoby przesądziło o tym, że przestanę robić to, co robiłam do tej pory tak jak chcę i tak jak lubię.

W pierwszym wpisie na anonimowym blogu napisałam:

Zdecydowanie zbyt często nie mówię/nie robię czegoś w obawie o to, co ludzie powiedzą. Potrzebuję czasu, aby wyhodować jaja (grow some balls brzmi zdecydowanie lepiej).

I czuję się dziś wyjątkowo męsko 😉