LaQell, czyli lakiery hybrydowe z Biedronki – Recenzja

Po kilku miesiącach przerwy (i totalnie zniszczonych paznokciach po nieumiejętnym ściąganiu lakieru) postanowiłam zrobić kolejne podejście do manicure hybrydowego. Początkowo próbowałam wykonać go lakierami Victoria Vynn, które już miałam w domu, jednak efekt był tak beznadziejny, że zrezygnowałam po pomalowaniu jednej ręki. Nie dlatego, że nie umiem malować paznokci, po prostu te lakiery totalnie się u mnie nie sprawdziły.

Chwilę później przyjaciółka dała mi cynk, że w Biedronce będą lakiery hybrydowe za 9,99 zł. 10 zł, pomyślałam, co mam do stracenia? Tego samego dnia kupiłam biedronkowe hybrydy.

Zdecydowałam się na kolory White Soul, Black Pearl i Simply Nude. W ofercie były też dwa odcienie czerwieni i intensywny róż, a obecnie na stronie LaQell pojawiły się kolejne trzy odcienie czerwieni (Blood Red zapowiada się ciekawie, ale czekam na swatche).
Miałam bardzo krótkie paznokcie i chciałam je zapuścić, więc na pierwszy ogień poszedł nierzucający się w oczy Simply Nude (+ baza i top NeoNail):

Później testowałam również kolor White Soul i moja opinia bazuje na tych dwóch lakierach.

Pędzelek jest krótszy i węższy, niż te, z którymi spotkałam się w lakierach innych producentów (NeoNail, Semilac, Silcare, Victoria Vynn), co bardzo ułatwia równomierne rozprowadzenie lakieru na paznokciu.

Lakier nie spływa na skórki oraz nie ściąga się na płytce paznokcia przed włożeniem ręki pod lampę ani podczas utwardzania. W czasie malowania mogą powstawać delikatne smugi, które stają się niewidoczne po nałożeniu top coatu.

Krycie jest raczej standardowe: 2-3 cienkie warstwy wystarczą, aby nie było żadnych prześwitów.

Nie przywiązuję zbyt dużej uwagi do estetyki opakowań produktów, które przez większość czasu leżą zamknięte w pudełku, ale wydaje mi się, że również pod tym względem jest okej. Może nie są tak estetyczne jak np. buteleczki lakierów Semilac, ale niczego nie można im zarzucić.

Hybryda LaQell gościła na moich paznokciach przez 2 tygodnie i w tym czasie nie działo się z nią kompletnie nic, oprócz tego, że miejscami była przybrudzona (prawdopodobnie dlatego, że nosiłam czarne spodnie, które farbują 😅).

I najważniejsza dla mnie kwestia, czyli ściąganie hybrydy z paznokci. Tak się składa, że lakiery hybrydowe aż zbyt mocno trzymają się moich paznokci i do tej pory miałam duży problem, aby je zdjąć. Głównie dlatego z nich zrezygnowałam, bo usuwanie lakieru oznaczało zmasakrowaną płytkę paznokcia. W tym przypadku nic takiego się nie wydarzyło, lakier bez problemu rozpuścił się w płynie do usuwania hybryd i dał się zdrapać pusherem.

Nie wypowiem się na temat składu, bo się na tym nie znam. Zresztą wydaje mi się, że wszelkie efekty uboczne korzystania z lakierów hybrydowych to kwestia mocno subiektywna, więc to, że u mnie nic się nie działo nie oznacza, że u innych też nie będzie się dziać.

W skrócie: nie oczekiwałam zbyt wiele po hybrydzie za 10 złotych, ale ostatecznie byłam bardzo pozytywnie zaskoczona.
Na koniec dorzucam zdjęcia manicure, który robiłam 2 tygodnie temu oraz obecnego stanu paznokci. Jasny róż to Semilac Business Line Pink Beige #194, a biały podkład pod naklejkę to LaQell White Soul. Z naklejek odszedł top i zdarły się końce, więc usunęłam je cleanerem i zamiast tego położyłam syrenkę bez wcierania.

Jak widać, z białą hybrydą LaQell nic się nie dzieje. Jutro zamierzam sprawdzić ostatni kolor, Black Pearl. Jak nie zapomnę, to zaktualizuję wpis o zdjęcie gotowego manicure i podzielę się wrażeniami, jeśli moja opinia nt. lakierów LaQell ulegnie zmianie 😊