3 rzeczy, których nauczyły mnie Lekcje Madame Chic

Mam wrażenie, że tę książkę przeczytały i zrecenzowały absolutnie wszystkie blogerki lajfstajlowe. Natomiast w moje ręce ta pozycja trafiła dość niedawno i bardzo szybko je opuściła, bo lektura Lekcji Madame Chic, to rozrywka na dwa, może trzy wieczory. Jest to lekka i przyjemna książka, która może i nie zmieniła mojego życia, ale pozwoliła mi spojrzeć na pewne rzeczy z innej perspektywy.

Czego nauczyły mnie Lekcje Madame Chic?

1 | Idź pod prąd, czyli jakość > ilość

Nie zliczę już, ile w ostatnich dniach widziałam wpisów oraz filmów na YouTube na temat tego, co warto kupić na promocji -55% w Rossmannie. Teraz co chwila widzę na blogach wpisy o wyprzedażowych haul’ach, gdzie dziewczyny pokazują, jak dużo kosmetyków do tej pory udało im się kupić… a zamierzają wyrobić również kartę klubowicza na swoją mamę / męża / psa lub rybkę i podwoić tę ilość. Bo jest promocja.

Nie zamierzam kogokolwiek rozliczać z ilości kupowanych kosmetyków, bo to nie jest moja sprawa. Mimo wszystko nie rozumiem potrzeby posiadania więcej niż jednego produktu spełniającego tę samą funkcję. Właśnie z tego przekonania wyrósł mój projekt denko: chcę kupować i posiadać tylko kosmetyki, które są mi rzeczywiście potrzebne i których rzeczywiście używam. Chcę zapanować nad swoim konsumpcjonizmem i kupować mniej produktów, ale lepszej jakości. Nie chcę kupować kosmetyków, które będą zalegać na półce tylko dlatego, że były w promocji 1 + 1 gratis.

Kto z was jest bez grzechu niech pierwszy rzuci kamieniem. Przyznaję, również skorzystałam z promocji w Rossmannie i kupiłam tusz do rzęs. Tylko i wyłącznie dlatego, że dotychczasowy wymagał wymiany ze względu na upływający termin ważności produktu od otwarcia opakowania.

Chociaż piszę tylko o kosmetykach, to nie zamierzam ograniczać się tylko do nich. Chcę, aby moją przestrzeń wypełniały przedmioty, które dają mi radość i satysfakcję: czy to czysto wizualną, czy również (a nawet przede wszystkim) użytkową.

2 | Życie jest za krótkie na bawełniane gacie

Podtytuł pożyczony od Ani z Aniamaluje. Mam nadzieję, że się za to nie obrazi. W każdym razie…

Uwielbiam chodzić po domu w podartych jeansach (nawet mam je na sobie w tej chwili) i mimo lekcji Madame Chic, nie zamierzam zamieniać ich na nic bardziej chic. To są moje ulubione, podarte jeansy i będę w nich chodzić póki nie rozpadną na kawałki, bo to najwygodniejsze spodnie, jakie kiedykolwiek miałam na tyłku. To jedyna część garderoby, którą zachowałam, chociaż jej stan wyraźnie wskazuje na to, że już dawno powinnam się jej pozbyć. To również jedyna kwestia, w której chcę pozwolić sobie na ustępstwa. A co z resztą?

To przedmioty służą mnie, a nie ja im.

Nie widzę w swojej szafie miejsca na ubrania, które zakładam raz do roku, od święta albo na randkę. Ubrania są od tego, aby je nosić. Tak, te ładne i relatywnie drogie również.

Nie widzę w swojej kosmetyczce miejsca na produkty, których używam tylko na specjalne okazje. Albo które oszczędzam, bo były drogie. Nie widzę też powodu, dla którego miałabym nie malować się odświętnie (aka zbyt mocno) na co dzień. Zwłaszcza, że uwielbiam się malować. Swoją drogą, zbyt mocny makijaż, to bardzo subiektywne pojęcie, nie uważasz?

Generalnie nie widzę w swojej przestrzeni miejsca na jakiekolwiek rzeczy, które są zbyt ładne, zbyt drogie lub zbyt zabytkowe, aby z nich korzystać na co dzień. Powtórzę: to przedmioty służą mnie, a nie ja im. Jestem jedyną osobą, co do której mogę być w 100% pewna, że do końca życia mnie nie opuści i zasługuję na to, aby codziennie traktować siebie wyjątkowo.

3 | Nie ma takiej chwili, która byłaby za mało ważna, żeby ją dobrze przeżyć

Ten podtytuł to cytat z Lekcji Madame Chic, który moim zdaniem reasumuje wszystkie lekcje zawarte w tej książce.

Można tkwić w przeszłości albo wybiegać myślami w przyszłość, jednak ani nie można zmienić przeszłości, ani przewidzieć przyszłości, więc jedyne, co ma znaczenie, to tu i teraz.

I to tu i teraz jest warte tego, aby dobrze je przeżyć.

Niezależnie od tego, czy maluję paznokcie, przytulam się do ludzi w zatłoczonej komunikacji miejskiej, przechadzam się brzegiem Wisły, czy układam truskawki na tarcie (to akurat nawiązanie do książki, nigdy nie układałam truskawek na tarcie), to właśnie ten moment wart jest tego, aby zanurzyć się w nim w stu procentach i włożyć wysiłek w to, aby subiektywnie był jak najlepszy. Jakkolwiek górnolotnie to brzmi.


Lekcje Madame Chic nie zmieniły mojego życia. Już wcześniej wielokrotnie miałam styczność z lekcjami, które płyną z tej książki, jednak w ostatnim czasie właśnie ta prosta i lekka lektura pozwoliła mi na swój sposób ugruntować swoje przekonania. Dała mi poczucie, że to, jak myślę i jak postępuję ma sens i działa. Myślę, że każdy czasami potrzebuje takiego klepnięcia w plecy (tap on the back brzmi jakoś lepiej).

x, Kasia

0

4 thoughts on “3 rzeczy, których nauczyły mnie Lekcje Madame Chic

  1. Wiele słyszałam o wskazanej przez Ciebie książce, jednak nie miałam jej okazji przeczytać. Niemniej jednak też staram się żyć świadomie, bo to chyba do tego przysłówka można sprowadzić wskazane przez Ciebie lekcje. Niestety, wiele osób hołduje zasadzie im więcej tym lepiej i odnosi ją do posiadanych przedmiotów oraz doznań.

    Pozdrawiam i zapraszam do siebie

    1. Nie jest to pozycja obowiązkowa, ale polecam ją jako luźną lekturę. Osobiście po przeczytaniu tej książki wiele rzeczy w swoim otoczeniu zaczęłam postrzegać jako zupełnie niepotrzebne i jestem na etapie “odgracania” swojej przestrzeni – a i w głowie od razu jakoś luźniej i spokojniej.

  2. Matko święta, a niby znam większość książek pojawiających się rokrocznie na rynku, a o tej słyszę chyba pierwszy raz. 😀 Jeśli chodzi o zakupowy szał “bo jest promocja” to mamy bardzo podobne zdanie na ten temat, aczkolwiek ja podchodzę do tego tak, że często z niektórymi zakupami potrzebnych rzeczy czekam do promocji. Nie kupuję dziesiątego pudru tylko dlatego, że jest na promocji, bo i tak pewnie skończy się jego data ważności zanim ogarnę dziewięć wcześniejszych. 🙂
    Zastanawiam się jak skomentować sprawę “bawełnianych gaci”, bo nie wiem czy dobrze rozumiem. Chodzi o to, że nawet w strefie domowej/wygodnickiej mamy się prezentować… elegancko? Jeśli tak, to dla mnie ta rada jest o kant pupy potłuc. Uwielbiam tzw. “domowy dresik” (nawet jeśli to niekoniecznie dresik), czuję się w nim wygodnie i praktycznie. Jeśli ktoś chce smarzyć kotlety w szpilkach proszę bardzo, ale ja lubię to robić w pluszowych skarpetach. Poza tym jeśli zniszczę podczas domowych procedur szpilki za 400zł to dziękuję bardzo. Skarpetki za 4zł przeboleję znacznie łatwiej. 😀

    1. Odnośnie “bawełnianych gaci” to książka mówiła właśnie o tym, aby zawsze i wszędzie starać się wyglądać dobrze, schludnie, elegancko. Nawet wychodząc wyrzucić śmieci, bo nigdy nie wiadomo, kogo spotkasz po drodze. Koncepcja spoko, w sumie kiedyś cały dzień spędzałam w ubraniach, które założyłam na siebie rano, ale obecnie nie wyobrażam sobie nie zmienić po powrocie z pracy ubrań na coś wygodniejszego. A, radą Madame Chic na ewentualne zniszczenia w trakcie wykonywania domowych obowiązków jest… fartuszek. Jak się bawić, to się bawić – może lepiej od razu zainwestować w strój francuskiej pokojówki 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *