I tak nikt tego nie przeczyta

Jeśli znasz mnie z poprzednich blogów, to wiesz, że przeczytałam wiele,  zarówno polskich jak i zagranicznych poradników o blogowaniu. To, że nie robiłam praktycznie nic, o czym mówiły, to inna kwestia. Nie chodzi o to, że nie działały, a raczej o to, że czułam się nimi niesamowicie przytłoczona.

Zrób to, zrób tamto. Pisz tak, a nie inaczej. Koniecznie planuj wpisy, najlepiej na miesiąc do przodu. Pisz codziennie, pisz raz w tygodniu, publikuj co drugi dzień o tej samej godzinie, bo inaczej nikt nie będzie cię czytać. I nagłówki! Pamiętaj o SEO friendly nagłówkach.

A przecież jakbym chciała pisać dla siebie, to równie dobrze mogłabym założyć pamiętnik. Mimo wszystko ciężko zaprzeczyć faktom – nikt mnie nie czyta, ale póki co jest to dla mnie dość wygodne, bo mam czas na to, aby dojść do ładu z tym, o czym w ogóle chcę pisać i jak chcę pisać.

Kiedyś tworzenie wpisów na bloga przychodziło mi jakby naturalnie. Siadałam, pisałam, publikowałam. Godzina roboty. Później przez długi czas pisanie posta traktowałam z powagą równą przygotowywaniu rozprawy doktorskiej. Żaden wpis nie był dostatecznie dobry, aby go opublikować i tym sposobem spłodziłam dziesiątki szkiców, które ostatecznie wylądowały w koszu i obecnie są już nie do odzyskania.

Z perspektywy czasu wydaje mi się, że w gruncie rzeczy nie były takie złe. Nie były też wybitnie dobre, ale w gruncie rzeczy fajnie byłoby zobaczyć, jak na przestrzeni lat mój styl pisania ewoluuje i jak zmienia się moje podejście do świata. Chociaż… kiedyś odgrzebałam jeden ze swoich bardzo starych blogów na Archive.org i czytając swoją “recenzję” Katynia, nakryłam się uszami ze wstydu. Chyba aż tak daleko pamięcią sięgać nie chcę.

W każdym razie, to chyba nikogo nie zaskoczy, ale jestem w trakcie czytania kolejnego poradnika. Nie na temat prowadzenia bloga jako takiego, ale ogółem tworzenia contentu w sieci. Zupełnie innego niż te, które czytałam do tej pory i pierwszego, który sprawił, że postanowiłam zebrać się w sobie i bywać tu nieco częściej; rozpisać się i wyluzować. Nie chcę chwalić dnia przed zachodem słońca, więc napiszę o nim więcej, jak faktycznie dobrze się rozbujam.

W większości stawiam na jakość, a nie ilość, jednak tym razem sobie odpuszczę. Powtórzę się: nie zawsze to co piszę jest właściwe, i nie zawsze to co piszę jest mądre. Może za jakiś czas wrócę do tego czy innych wpisów i będzie mi wstyd, że w ogóle przeszło mi przez myśl, aby wypuścić w świat coś tak trywialnego. Może kiedyś cofnę publikację kilku postów. Nie wiem. Póki co nikt mnie nie czyta, więc nie zamierzam się tym przejmować. “YOLO”.

x, Kasia

PS. Na zdjęciu głównym mój ulubiony lisi kubek z Home&You, a w nim kawa z mlekiem i bitą śmietaną, bo wstałam o 6 rano i zasłużyłam na coś dobrego. 

0

3 thoughts on “I tak nikt tego nie przeczyta

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *