Podsumowanie tygodnia #001

Są ludzie, którym przerwy od prowadzenia bloga wychodzą na dobre. Wracają po kilku dniach (czy tygodniach) wypoczęci i z głową pełną pomysłów. Ja do tej grupy nie należę i jakakolwiek przerwa od pisania sprawia, że otwierając edytor mam kompletną pustkę w głowie i nie wiem od czego zacząć. Tak jak dziś.

No ale jako że to podsumowanie tygodnia, może zacznę od początku.

Bywają dni, kiedy jestem tytanem pracy i sukcesywnie odhaczam punkty z listy rzeczy do zrobienia. Natomiast ten tydzień od samego początku był tak przeładowany pracą i projektami pobocznymi, że czułam, jakby sparaliżowało mi mózg i ledwo kodowałam, co się dzieje dookoła.

Mam nadzieję, że w nadchodzącym tygodniu będę w lepszej formie, bo zbliżają się Święta, czyli gorący okres dla drukarni. To ostatnia chwila, aby przesłać do druku wszelkie projekty bonów upominkowych / kartek świątecznych, a z tymi jestem baaardzo głęboko w lesie. 

Z przyjemniejszych rzeczy: na początku tygodnia byłam na dopigmentowaniu brwi i praktycznie cały zabieg przespałam. Ot, połączenie braku odpowiedniej ilości snu i opóźnionego działania melatoniny, która wzięłam poprzedniego wieczoru, bo nie mogłam zasnąć, a rano ledwo zwlokłam się z łóżka 😉

Jeśli chodzi o makijaż permanentny brwi (czy makijaż permanentny ogółem) to jest to temat na osobny wpis, więc nie będę się tu zbytnio rozpisywać.

Co poza tym? Zrealizowałam jedno ze swoich jesiennych postanowień i zrobiłam DIY Pumpkin Latte, które okazało się płynnym rozczarowaniem. Nie wiem, może to tylko moja domowa wersja była takim niewypałem?

W końcu pójdę do Starbucks’a i przekonam się, czym co roku zachwyca się połowa zagranicznej blogosfery.

Oglądałam też dużo Gry o Tron, bo akurat na to byłam w stanie wykrzesać siłę i chęci. Po obejrzeniu pierwszego sezonu zupełnie nie rozumiałam fenomenu tego serialu, ale obecnie pod koniec sezonu piątego jest mi trochę smutno, że zbliża się finał serii.

Moim osobistym wydarzeniem tygodnia była wizyta u fryzjera. Odkąd 5 lat temu poszłam na podcięcie końcówek, a wyszłam z częściowo wygoloną głową i włosami uformowanymi w trójkąt, to na samą myśl o fryzjerze reagowałam prawie tak samo optymistycznie, jak na kolonoskopię.

Po lewej: wieczorny maraton GoT | Po prawej: moje włosy po wizycie u fryzjera. Niestety nie mam żadnego sensownego zdjęcia “przed”, ale musisz mi wierzyć na słowo, że jest O NIEBO lepiej

Przyzwyczaiłam się już do tego, że bezpośrednio od fryzjera nigdy nie wychodzę zadowolona, bo moje włosy wyglądają dobrze tylko wtedy, kiedy pozwalam im wyschnąć naturalnie. Tym razem nie było inaczej, ale następnego dnia po umyciu i wysuszeniu włosów okazało się, że są naprawdę dobrze ścięte. Pierwszy raz w życiu mam naprawdę dobrze obcięte włosy, szok!

W ogóle to chciałbym robić zdecydowanie więcej zdjęć. Chociażby po to, aby podsumowania tygodnia nie były ścianą tekstu. Mimo wszystko lustrzanki nie zamierzam wszędzie ze sobą nosić, a mój telefon czasy swojej świetności ma za sobą odkąd roztrzaskałam go na podjeździe, więc mam nadzieję, że w najbliższym czasie będę mieć możliwość go wymienić.

Tak, ten tydzień nie był szczególnie ekscytujący, ale szczerze mówiąc w najbliższym czasie nie planuję wynajdować sobie dodatkowych atrakcji. Jeśli okaże się, że prowadzę zbyt nudne życie na blogerkę lajfstajlową, to z tygodnika zrobi się miesięcznik albo kwartalnik. Ot, nic na siłę.

0

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *