Powrót do siebie i plany na ostatni kwartał tego roku

Bardzo lubię swoje rutyny. Lubię to, że codziennie między 21:00 a 22:00 oglądam seriale, we wtorki i czwartki nakładam na włosy odżywkę, a w co drugą niedzielę robię paznokcie.

Lubię również spontaniczne spotkania ze znajomymi i krótkie dedlajny, dzięki którym w dwie godziny ogarniam rzeczy, które na spokojnie zajęłyby mi dwa dni.

Jednak kilka tygodni temu wróciłam do pracy na etacie i wszystko mi się pomieszało. Spotkania ze znajomymi wpisywałam do kalendarza z dwutygodniowym wyprzedzeniem, a paznokcie robiłam wtedy, kiedy po powrocie z pracy jakimś cudem nie padałam na twarz. Może i jest to problem pierwszego świata, ale z miesięcznym odrostem na paznokciach czuję się po prostu źle. 

A dziś jest pierwszy dzień od dawna, kiedy wszystko wydaje się być na swoim miejscu i jest mi z tym tak niesamowicie przyjemnie, że postanowiłam uczcić to lampką wina. Albo dwoma.

Jesień zbliża się wielkimi krokami, a ja nie mogę się doczekać, bo to moja ulubiona pora roku i zaplanowałam już kilka(naście) rzeczy, które chcę zrobić, aby wycisnąć z niej 100%. Gdyby nie te plany, prawdopodobnie już spisywałabym postanowienia noworoczne 🙂

Mimo wszystko staram się nie wybiegać myślami zbyt daleko, a do końca tego roku zostało jeszcze całkiem sporo czasu, który chciałabym jak najlepiej wykorzystać i dokończyć zaległe projekty. Między innymi odświeżyć portfolio i zaprojektować / stworzyć od nowa swoją stronę firmową oraz ogarnąć sobie całe zaplecze freelancera (wzory umów, rachunków i innych dokumentów, proces realizacji zleceń, content planner na bloga itd.). Do tej pory robiłam to dorywczo i na czuja – albo nie robiłam wcale – a chciałabym przynajmniej mieć wrażenie, że wiem, co robię.

Póki co nie mam pojęcia, kiedy znajdę na to czas biorąc pod uwagę to, że mam (może nieco zbyt ambitny) plan, aby do końca roku napisać 2/3 pracy licencjackiej, ale jestem dobrej myśli.

Mam nadzieję, że ilość rzeczy do zrobienia mnie nie pochłonie i będę pojawiać się tu regularnie. To już któreś podejście… i oby ostatnie.


Kilka minut temu na zegarku wybiła 21:00, a jak już wiadomo, między 21:00 a 22:00 oglądam seriale, więc nie przedłużam i idę żyć swoim życiem. See you soon!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *