Kawa w Costa Coffee przy Młocinach

Wypowiedzenie na czas nieokreślony, trwoga nad brakiem papieru toaletowego i Efekt Zeigarnik [Aktualizacja]

Nie wiem, o co w tym chodzi, ale za każdym razem zanim otworzę edytor tekstowy, to w głowie mam już gotowy niemalże cały wpis, a jak tylko zobaczę migający kursor, to zapominam, co miałam do powiedzenia. Dziś nie jest inaczej, więc będę improwizować.

Ostatnio mnie tu nie było, bo podjęłam decyzję o rezygnacji z prowadzenia bloga na czas nieokreślony. Kierowało mną kilka powodów, między innymi nadmiar innych obowiązków i związany z tym brak czasu, który prowadził do frustracji i chronicznego zmęczenia. Odpuściłam, bo nie chciałam, aby coś, co z założenia miało sprawiać mi przyjemność, stało się kolejnym obowiązkiem.

Nie mogę znaleźć żadnego powodu, dla którego postanowiłam wrócić akurat teraz. Ot, po prostu intuicja podpowiada mi, że to dobry moment. A nawet jeśli nie jest to dobry moment, to lepszego nie będzie. Nie chcę czekać, aż będę mieć więcej wolnego czasu, ciekawsze życie czy więcej odwagi do dzielenia się swoim zdaniem bez obaw, że ktoś gdzieś kiedyś pomyśli sobie coś brzydkiego na mój temat. Niektóre z tych rzeczy prawdopodobnie nigdy nie nastąpią, a część jest tak czy inaczej nie do uniknięcia.


Po kilku tygodniach mniejszych i większych turbulencji oraz po rozpatrzeniu wszelkich za i przeciw, w końcu podpisaliśmy z G. umowę przedwstępną najmu mieszkania i na początku marca wyprowadzamy się na swoje.

Tak samo jak jestem szczęśliwa, jestem też przerażona, bo nigdy nie pomyślałabym, że będę odczuwać ekscytację kupując nowe szklanki, przez 5 minut zastanawiać się nad wyborem łyżki do mieszania zupy czy martwić się, że papier toaletowy nie będzie już magicznie respić się w łazience. Albo prowadzić zacięte dyskusje o tym, czy talerze mają być okrągłe czy może jednak kwadratowe.

Jako Królowa Cebuli mam już obcykane wszystkie gazetki reklamowe z promocjami na produkty, które musimy kupić do naszego nowego lokum. A musimy kupić w gruncie rzeczy wszystko poza meblami i większym sprzętem AGD, więc mam całkiem duże pole do popisu.


W związku z tym, że bez przerwy coś się dzieje, pisanie pracy licencjackiej idzie mi jak krew z nosa, a raczej nie idzie wcale. Mam silne postanowienie, aby zabrać się za to na dniach, bo chciałabym w tym roku podejść do obrony i w końcu mieć to z głowy.

Tak samo jak kurs grafiki komputerowej, który zaczęłam… dawno, i zatrzymałam się mniej więcej w połowie.

To bardzo dobry przykład działania Efektu Zeigarnik: rozpoczęte i niedokończone zadania nie dają o sobie zapomnieć. W kółko wracam nich myślami, przez co nie mogę w pełni skupić się na innych rzeczach. Nawet teraz zastanawiam się, czy nie byłoby lepiej, gdybym zabrała się za pisanie pracy lub kolejny etap kursu.


Zapowiada się na to, że przełom lutego i marca będzie czasem naprawdę grubego zapieprzu, aby ogarnąć wszystko w stopniu przynajmniej zadowalającym.

Mam nadzieję, że niedługo pojawię się tu ponownie, ALE niczego nie obiecuję, bo nie ukrywam, że prowadzenie bloga nie znajduje się obecnie na szycie mojej listy priorytetów.

PS. W końcu wymyślę jakąś nazwę dla cyklu wpisów z randomowymi aktualizacjami z mojego życia, ale to jeszcze nie jest ten dzień 🙂

0

Leave a comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *