Wyprawki, dedlajny, wymówki oraz mikro-lawiny [Aktualizacja]

Chyba przez 25 lat zdążyłam przyzwyczaić się do tego, że albo nie dzieje się nic, albo dzieje się WSZYSTKO na raz.

Minęły prawie 2 tygodnie, odkąd wprowadziliśmy się do nowego mieszkania. Z ulgą mogę stwierdzić, że przewieźliśmy już 99,9% rzeczy i kupiliśmy całą wyprawkę. Swoją drogą nie miałam pojęcia, że wyposażenie mieszkania to taka droga impreza 💸

Mimo wszystko fajnie jest w końcu urządzać się po swojemu. Kupować dokładnie taką zastawę, garnki czy pościel, jakie mnie, ekhm, NAM się podobają.

Tak jak urządzanie mieszkania sprawia mi dużo frajdy, tak ogarnianie codzienności póki co jest dla mnie nie do ogarnięcia. Jestem kompletnie wybita z rytmu i przez większość czasu nie mam pojęcia, w co ręce włożyć. Powinnam skupić się na pisaniu pracy licencjackiej, a moje myśli dryfują wokół tego, co będziemy jeść jutro na obiad i dlaczego pralka nie pobiera płynu do płukania (edit: okazało się, że wlewałam do pralki koncentrat i był zbyt gęsty, przez co wypłukiwał się przez 3 prania. Po wymieszaniu 50/50 z wodą wszystko jest OK!) 🤷

Daję sobie jeszcze chwilę na przyzwyczajenie się do nowego trybu życia, a później będę musiała mocno przycisnąć. Najbardziej demotywuje mnie świadomość, że to bez znaczenia, czy zacznę pisać tę pracę teraz czy na 2 tygodnie przed ostatecznym terminem, bo będzie tak samo dobra. Zwłaszcza, że nic nie motywuje mnie lepiej, niż nadchodzący deadline, a krótki czas na wykonanie zadania bynajmniej nie wpływa negatywnie na jakość mojej pracy. Chyba nawet wręcz przeciwnie.

A może po prostu szukam wymówki, aby móc odłożyć pisanie pracy na bliżej nieokreślone później 😅

Przez przeprowadzkę i kilka innych rzeczy z życia jestem od jakiegoś czasu niesamowicie zmęczona, wręcz ledwo ciepła. Miewam podrygi, aby coś z tym zrobić, ale później mija 8 godzin w pracy, wracam do domu, piorę / gotuję / rozsiadam się z drinkiem na kanapie i przechodzi mój zapał. Nawet teraz najchętniej zawinęłabym się w kocykowe burrito i spędziła resztę dnia na oglądaniu seriali, ale mam nadzieję, że jedno osiągnięcie (tj. publikacja wpisu) wywoła efekt chociażby mikro-lawiny i da mi motywację do robienia kolejnych rzeczy. Lubię działać siłą rozpędu.

Dobra, nie chciałabym zmarnować chwilowego zastrzyku motywacji na usilne próby napisania czegoś WOW na koniec, więc po prostu wezmę się za ogarnianie rzeczy i wrócę, jak przy okazji ogarnę też siebie.

0

Leave a comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *